Dzień przed Nowym Rokiem biurowe święto trzech króli. Loża współwłaścicieli życzy nam, żeby praca nie wpływała negatywnie na nasze życie prywatne. No problem. Jakie życie prywatne? Tak długo, jak siłownie będą czynne do 22, a LPG nie wychyli się ponad 3 zł, będzie ok.
Kuba skończył przygotowania do koncertu Owsiaka. Podpuszczona przez media dopytuję, czy płacił wykonawcom. „Zawsze się płaci, rzadko nie biorą”. Ot, proste i logiczne. W jego przekazie beznamiętne. Podczas gdy ja zawiązuję duchowy pakt z Hołdysem i łączę nazwiska z chujami w mało wdzięczne związki frazeologiczne, Kubek martwi się, że jak zwykle koszty przewyższą dochód z imprezy.
Oglądam „Fridę”. Salma Hayek rozczarowuje w każdy możliwy sposób. Zastanawiam się, na co komu inne aktorki, skoro jest Meryl Streep? Ona przecież zagra wszystko. Wzrusza za to sama Kahlo. Płaczę patrząc na obrazy.
"Der Mensch ist erst wirklich tot, wenn niemand mehr an ihn denkt" – twierdził Pan Brecht. Jeśli w najbliższym czasie nie zacznę inwestować w relacje międzyludzkie, będę pierwszą, która zemrze w wersji (a)live.