SAUTÉ

2010-09-27

Pomorze dobitnie wyraziło swój stosunek względem T. i przywitało go obfitym deszczem, olało z góry na dół. Lało 4 dni pod rząd, absolutny rekord św. pamięci lata. Suche słowa, chłodny seks, mokry chodnik, rozstępujące się morze pod stopami. Brodzimy w wodzie, niedopowiedzeniach, niewyartykułowanych lękach i pretensjach. Aż się wyleje. Z braku lepszych opcji, by wypełnić coraz bardziej napiętą próżnię, ratujemy się wizytą u znajomych w Sopocie. Moi znajomi, dla T. przyjaciele. I tak zostanie na wieki wieków. Dwa dni przepędzamy we czwórkę, choć tak naprawdę trójkę. Jestem wręcz oszołomiona, jak łatwo jest mi być nieobecną. Nikt o nic nie pyta, nawet kurtuazyjnie. T. odurzony uwielbieniem wpatrzonych w niego i jego portfel przyjaciół, także odpływa. W powietrzu, niczym komiksowe dymki, unoszą się nad głowami mężczyzn biznesy, interesy, zyski, straty, okazje. Nad moją znak zapytania i pustka. Nie mam kasy, nie prowadzę szalonego życia wypełnionego zagranicznymi podróżami, pawimi piórami w dupie i super ważnymi konferencjami. Co ja mogę wiedzieć? Słucham bezgłośnie, wyłapuję dla zabawy kolejne potknięcia językowe, liczę jak owce i zasypiam, mrugając jedynie od czasu do czasu powieką dla niepoznaki.

W drodze powrotnej z Sopotu rozmawiam z T. o zdradzie. Wywracamy materię na lewą i prawą stronę, nogami w dół i w górę, wałkujemy na boki, trzepiemy od podszewki. Ostatecznie stwierdza, że jeśli związek byłby udany, to wolałby nie wiedzieć o zdradzie partnerki. Pytam, czy zdrada nie jest zaprzeczeniem udanego związku? Bo to nie szczęście, żyć w nieświadomości, że partner zdradza - to chujnia. Jednak T. twierdzi, że zdrada jest nieunikniona – „bo to ludzie wiążą się ze sobą, nie ideały”. Gotowa recepta na udany związek. Czyż to nie wspaniałe? A ludzie topią ciężko zapracowane pieniądze w bezdennej studni małżeńskich warsztatów naprawczych ...po co? No ja pierdolę! Całe życie wiodłam w plątaninie umysłów i ciał starszych mężczyzn i przywykłam, że to oni byli elementem hamującym, przywracającym do pionu, nakazującym „daleko patrzenie”, krzyżowanie nóg i noszenie bielizny. Dziś to mnie nakazuje się odpięcie pasów, jazdę bez trzymanki. Zarzuca wpychanie uczuć pod zabory, tworzenie emocjonalnych związków koncentracyjnych. Świat się zmienił, albo to ja przepoczwarzyłam.

Chociaż …może to jednak świat? Bo któż by przypuszczał jeszcze parę chwil temu, że Kaczyński objawi nam się na krzyżu, nudny Komorowski zostanie prezydentem, Chylińska godną rywalką Dody muzycznie i tabloidowo, a Brodka nagra tak dobry album, że niektórzy z rozpędu zaczną wymieniać ją w jednym zdaniu z Nosowską? Kółka do góry i jazda.

Wymarzyłam sobie góry w listopadzie. Te beznadziejne, polskie, takie zwykłe i mało pociągające, którymi nijak nie pochwalę się w towarzystwie. Sama.

skomentuj (4)
Strona główna