Mając do wyboru kierować się sercem lub rozumem, zawsze wolałam rozłożyć nogi i wybadać stopą grunt, gdzie bezpieczniej. Oczywiście, że bezpieczniej jest tropić rozum, ale czasem wygodniej wyłgać się sercem. Argument nie do podważenia. Związek z T. okazał się historią zmyśloną, wymyśloną i od początku reżyserowaną przez ślepych aktorów. Związki na odległość są tak samo dobre, jak złe. Do woli pozwalają konfabulować i tworzyć coś upragnionego z niczego, zarazem kryjąc wszystko to, co brzydkie i parchate daleko za siedmioma górami, lasami i rzekami. Mózg działa na pełnych obrotach, pompując w durne serce promile wyobraźni, żeby biło. T. i ja byliśmy dla siebie tym, kim mieliśmy być. Ja dla niego atrakcyjnym dodatkiem, pozwalającym wierzyć w swoją atrakcyjność, kroplówką z syntetycznym samouwielbieniem pierdolącą ego przez wenflon. On dla mnie nadzieją, że jednak potrafię zagrzać przy kimś miejsce na dłużej. Choć pełne emocji rozstanie mogłoby sugerować istnienie jakichkolwiek uczuć, tak nie było. Emocje dotyczyły lokacji winy. Poza tym nie ma o czym mówić.
Podobnie ściemnia się i rewitalizuje życie. Sposobów jest pod dostatkiem. Dawniej sączyłabym krew w kartki papieru i gubiła ścieżki w gęstwinie słów chowanych do szuflady. Ale jest dziś, a dziś rządzi się innymi prawami. Wolność słowa, przyzwolenie na krzewienie bezwstydnego narcyzmu, samouwielbienia, grafomanii werbalnej i uczuciowej. Nikt nie zabroni nikomu pisać, publikować, napastować ludzi produktem, choćby jego wartość była równa esowi-floresowi namazianemu w gównie. Kobiety zanurzają zmysły w romansach, mężczyźni stosują okłady na oczy ze świerszczyków. Paradoksalnie każde z nich szuka szczęścia, najbliższej sercu wersji ideału, a takie znaleźć można jedynie w zmyślonych czytadłach lub retuszowanych do granic możliwości rozkładówkach. Są jeszcze dzieci. Odkupienie, druga szansa na lepsze życie. Marny los tych, którzy muszą mierzyć się z porażkami dorosłych, ich rozczarowaniami i niespełnionymi ambicjami. Nadrabiać stracony czas, wypełniać luki, robić wszystko to, co nie było dane stwórcom. A potem zdziwienie, że młodzież się garbi.
Wyglądając przez okno nie widzę trawników, bożych pastwisk, diabelskich piaskownic. Widzę jedynie miejsca, w których mnie nie ma, nie było i, obawiam się, że nigdy nie będzie. Jestem obrzydliwym tchórzem.