POLSKA MADONNO, SKĄD MASZ PIENIĄDZE NA CZYNSZ?

2009-07-11

Jolanta na prezydenta. Od lat powtarzany slogan, flirt i puszczanie medialnego oka w stronę byłej prezydentowej. Następnie jej kokieteryjne odmowy, podziękowania modnie skrojone, wyważone w długości i idealnie ułożone w grobowcu politycznej poprawności. Aleksander by rzekł „savoir vivre”. Słowiański romantyzm może poruszać. Może to właśnie Kwaśniewska, a nie mądra i rzadko możliwa do ogarnięcia przez przeciętną Kowalską Gretkowska, byłaby w stanie zaktywizować Polki, być może przekonać nawet kilku mężczyzn? Tylko co w tedy? Z politycznej republiki bananowej umościmy sobie francuski salon polityczny z bezami, herbatką i pocieraniem łydek o wersalski plusz? Bzdura i fantasmagoria, która mimo wszystko zdaje się łapać na haczyk i wciągać w marzenie o lepszej, utopijnej Polsce 50% społeczeństwa. Smutne, romantycznie smutne. Jola stała się polską Madonną. Cnotliwa, nienaganna, niemalże niedościgniona w swej doskonałości. Póki dziewicza. Dopóki nie pójdzie do łóżka z polityką, dopóty będą polerować jej ikony, grzać się w świetle odbijanym przez witrażyki. Jolanto, byłabyś cudownym prezydentem, ale nim nie bądź, bo cię znienawidzimy. Tak już po prostu mamy, taka nasza human (polish) nature.

Jeśli komuś się wydaje, że dziewictwo traci się raz w życiu, to jest w błędzie. Ja straciłam swoje kolejny raz. Teoretycznie bastion nie do zdobycia. Fortyfikacje, zasieki i zbrojni poddani, tresowani od lat – kuchnia. Nigdy nie gotowałam. Kuchnia od zawsze kojarzyła mi się romantycznie – jako miejsce przytulnych bibek, palenia papierosów w oknie, porannego czytania przy kawie, w końcu ołtarz łez osieroconych przez kochanków przyjaciółek, jadalnia i wychodek kocicy. Zaskoczona i lekko onieśmielona, poczułam jednak zwierzęcy zew, wewnętrzny imperatyw, by zdobyć pożywienie dla samca i podsunąć mu pod pysk. Oczywiście współczesne polowanie odbywa się przy pomocy karty kredytowej na polach hipermarketów, ale potrafi bywać równie niebezpieczne i pracochłonne. Podobało mi się, jednorazowo. Stale i niezmiennie doceniam komfort bycia w związku na odległość. Wciąż nie jestem ułożona, nieustannie czuję niepokój, regularnie przypływam i odpływam, otwieram i zamykam się na powrót. Wolna i zniewolona mogę operować pełną paletą barw, podziwiać zalążek z bezpiecznej odległości, stojąc poza polem rażenia. Ale zalążek rośnie, siłą rzeczy i natury musi wybrać między drogą rozwoju a śmierci. Wybór zaś będzie należał do mnie, do nas, do mnie…

Rozbawiona melodramatycznym zamieszaniem wokół zamachu na polską-katolicką rację stanu, na czele którego przypadkiem stanęła (nadepnęła na skamieniały odcisk?) Królowa anty-Madonna, podczytuję stronę Konfederacji ProPolonia. Zastanawiam się nad zasadnością nazwy. Portal żyje Madonną, przepraszam, anty Madonną. Większość debat, felietonów, niedorzecznych wywodów skupia się na amerykańskiej piosenkarce. Może jednak to ‘pro’ odnosi się do Polonii, tej, co to w Polsce posłać sobie nie chciała lub nie mogła? Brońmy ich przed powrotem, bo do czego tu wracać? Do kraju, w którym Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych musi podczepić się pod sutek anty-Madonny, by przetrwać?

„Ów występ należy odwołać. Winnych tego przedsięwzięcia trzeba ujawnić. Kościół i Naród powinien z mocą protestować: non possumus!”

Pocałujcie mnie w dupę :)

skomentuj (7)
Strona główna