NIE-KOBIETA

2010-10-22

Piątek po pracy. Pijana wizją wolnego weekendu postanowiłam rzucić się w wir zakupów odzieżowych. Motywację budowałam w sobie już od rana. Mimo wiatru, mimo deszczu, 45 minut po wyjściu z biura chłonęłam już atmosferę galerii, a gotówka ciążyła w portfelu. Po 2 godzinach wróciłam do domu. Bez ubrań. Za to ze stosem nowiutkich, pachnących książek. Absolutnie szczęśliwa. Naprawdę chciałam umościć się w kobiecym schemacie, uniunić, poważnie. I dupa. Chuj bombki strzelił, świąt nie będzie - jak mawia mój znajomy. Trudno. Przecież się nie zastrzelę.

skomentuj (1)
Strona główna