ABNORMAL TERMINATION

2009-03-24

Wydaje mi się wielce prawdopodobne, że w niedalekiej przyszłości powiozą mnie na jakieś pole, obsiane psami, co to dupą szczekają, jak tę Jagnę na wozie z gnojem. Jestem niemoralna emocjonalnie. Obiektywnie stwierdzono, że robię ludziom sieczkę z mózgów. Ciężką pracą i niebywałym wręcz samozaparciem dorobiłam się miana niebezpiecznej. Zanotować – dwa fronty, proszę bardzo! Pamiętaj jednak blondyno, żeby nie tylko chłopy, ale i miasta różne były. Database updated.

T. pracuje po 16 godzin na dobę, co pozwala nam zachować bardzo higieniczny dystans. Rozumiemy się na poziomie intelektu. Nie onieśmielam go, nie peszę, nie daje się nabrać na gierki, zgrabnie rozgrywa każdą partię flirtu i kokieterii. Z moich dwóch wypowiedzianych słów odczytuje pozostałe 10, których powiedzieć nie planowałam, bo nie trącam nogą banału. Póki co szpiegujemy się wzajemnie, zastawiamy sidła i ważymy każde słowo, gest. Urzeka go mój krotofilny stosunek do jego pracy, pieniędzy, pozycji i tytułów. Mi odpowiada wąskość dzielonej czasoprzestrzeni. Jest dobrze.

Kuba pozostaje w stanie ostentacyjnego obrażenia. Czuje się zdradzony. Ponoć przeze mnie. Obraził się jeszcze mocniej kiedy wyznałam, że nie rozumiem dlaczego. Okazuje się, że „emocjonalne niuanse są zupełnie obce mojej zimnej naturze”. O! To się dowiedziałam…i tęgo zasromiłam, oczywiście.

Ulotność czasu przekłada się na nerwowe jego łapanie w chwilach życiowej pauzy. Zapycham uszy dziesiątkami albumów na zapas. Karmię oczy polecanymi filmami, z pożałowania godnym refleksem sprawdzam, gdzie powędrowały Oscary i weryfikuję. Wybaczam Kate, że pokonala Meryl. Zasłużenie, bardzo. ‘Milioner z Ulicy’ wzrusza, tak po ludzku i wcale nie amerykańsku, choć jest ponoć bollywoodzką personifikacją amerykańskiego snu. Namaste!

Siedzę napięta i wilgotna, mimo miękkiego fotela, lekkiego odzienia i braku bielizny. Marcowa ekstrawagancja, odzieżowa jazda bez pasów bezpieczeństwa. W odległości 3 metrów Nosowska zaczyna swój dziwny taniec połamaniec palców. Rzadko otwiera oczy. Marszczy się jak dziecko złapane na psocie, kiedy zapomina tekstu. Raz, jeden jedyny. Podczas „Kto tam u Ciebie jest” mam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze … w sekundę dołączyłabym do szlochającego chórku. Po koncercie znika ze sceny szybciej, niż się pojawiła. Od początku do końca obecna szeptem, przejmująco wyartykułowana poezją. Jest wielka, a w tych 10-centymetrowych szpilkach jeszcze większa.

Poza tym – spokojnie. Co prawda staram się nie palić, ale wciąż zaśmiecam pulpit tapetami z gołymi chłopami, słucham porąbanej muzyki, której nikt normalny nie łyka, nudzę się tam, gdzie inni wzruszają, gubię tam, gdzie inni jak te ryby śmigają, a poluję w próżni. Trzymam bezpieczny dystans w stosunku do normy, cokolwiek to znaczy.

skomentuj (24)
Strona główna